Poznajmy się lepiej

Tę stronę dedykuję wszystkim tym, którzy mają ochotę poznać mnie lepiej.

Bardzo dziękuję, że tutaj dotarliście. Poniżej przedstawiam tematy, które są dla mnie z różnych powodów ważne i warte obejrzenia. Zapraszam także na prawą szpaltę – do przeczytania „wywiadu z samym sobą”.
Zapraszam!

Moje miasto

Zadałem sobie szkolne pytanie: namaluj piękno swojego miasta. Zamknąłem oczy, przeniosłem się do Gdańska na prawie 10 lat przed moim urodzeniem. I zobaczyłem sceny z filmu. To był bardzo romantyczny obraz, ale niezwykle skromny, ubogi, nostalgiczny.
Ale dziś, po wielu, wielu latach miasto wygląda imponująco. Największy rozkwit miasto zawdzięcza tragicznie zamordowanemu w 2019 roku Prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi, dla którego Gdańsk był, jak powiedziała Jego córka, trzecim rodzicem, trzecim dzieckiem i drugą miłością.
Dziś faktycznie jesteśmy dumni, że mieszkamy w Gdańsku.

Ikona tenisowego baletu: Roger Federer

W tenisowym światku krąży anegdotka: Hiszpański mistrz tenisa, Rafael Nadal powiedział: – BÓG ZESŁAŁ MNIE, ABYM POKAZAŁ LUDZIOM JAK GRAĆ W TENISA. Na co Roger Federer odrzekł zdziwiony: – NIKOGO NIE ZSYŁAŁEM!
Czy sport może być sztuką, mimo zaciętej rywalizacji? Jak w każdej dyscyplinie są mistrzowie, którzy w jakimś przedziale czasu są niemal bezkonkurencyjni. Ale zdarzają się przypadki wyjątkowe, ikony, które wprowadziły swoją osobowością, swoim talentem i swoim niesamowicie wizualnym stylem coś ponadczasowego. Coś, czym można się delektować, oglądać i powtarzać wciąż i wciąż. Taki jest tenisowy balet Rogera. Tu nie ma miejsca jak u innych tenisistów na grę siłową, rąbanie drwa, jak się to określa w tenisowym żargonie, Fed sprawia wrażenie jakby tylko musnął piłkę rakietą a ona leci dokładnie w punkt, który przyprawia rywali o uśmiech bezradności. Styl jego poruszania po korcie przypomina balet, facet jakby latał, a płynność jego ruchów i ta łączność z rakietą, jakby przedłużeniem ręki powoduje zachwyt i uczucie podobne jakiego doznajemy przy słuchaniu pięknego utworu, oglądaniu pięknego obrazu czy filmu. Uczta zmysłów, a to niby tylko sport…

Historia o złotym… nadgarstku

Stacks Image 47
Mój sportowy idol:
Daniel Waszkiewicz
rozgrywający GKS Wybrzeże
w latach 1979-87
Kiedy jako młody chłopak kibicowałem gdańskim szczypiornistom, na parkiecie występowali najlepsi z najlepszych. Klempel, Gawlik, Garpiel, Szymczak, Panas, Wenta, Tłuczyńscy. Moim idolem był jednak wirtuoz nadgarstka - Daniel Waszkiewicz. To była wówczas dyscyplina finezyjnych sztuczek. Najzabawniejsze były pojedynki ogromnego bramkarza Andrzeja Szymczaka z Markiem Panasem i Danielem Waszkiewiczem. Ten pierwszy pędzi i ogromna bomba wypuszczona zaledwie z sześciu metrów trafia w… rękę Szymczaka. Panas nie dowierza, Szymczak uśmiecha się szyderczo spod wąsa. Po chwili powtórka w wykonaniu Daniela. Nie jest rozpędzony, nie jest to bomba. Piłka ledwo się toczy, jakimś dziwnym kozłem omija wystawioną nogę Szymczaka. Tym razem pod wąsem widać bezradność a Waszkiewicz się śmieje.

Moja przygoda ze Steve’em Jobsem

Do „apla” wpadłem z przymusu. Zmiana miejsca pracy wymusiła na mnie przejście z windows 3.11 do MacOS 6. Był to czas kiedy Steve’a Jobsa nie było już w firmie, a komputery były szare i brzydkie, ale żeby pracować „przy kolorowych wydawnictwach” nie było wówczas innej opcji jak Macintosh, ponieważ druk kolorowy można było obsługiwać wówczas tylko na aplu. I tak się zaczęło…
Dziś kończy się pewna era, obecnie apple już nie jest niszową firmą, która produkuje idealne produkty, jest największą i najbardziej zamożną firmą na świecie. Jobs zrobił naprawdę wiele i przechodzi do historii jako największy wizjoner techniki elektroinformatycznej. Ale jest jeszcze coś, facet walczył jak lew, jego postawa jest mi szczególnie bliska, ponieważ mój Tata w identycznej walce nie miał żadnych szans i poległ już w pierwszej rundzie. Jobs miał więcej szczęścia, (oczywiście sława i pieniądze pomogły mu na ringu), ale wielkie brawa za 5 lat walki z rakiem.
Dzięki za wszystko, Stefan! Za piękno, za zabawę, za przyjemniejszą pracę. Proponuję posłuchać przepięknego utworu, który Norah Jones wykonała ku pamięci Steve’a.

Stay hungry. Stay foolish

Warto obejrzeć cały wykład, bo wiele jego słów daje dużo do myślenia.

Z samym sobą... wywiad

Witam! Możesz się przedstawić?
Nazywam się Jacek, mam dwie pasje: tenis oraz fotografowanie, jestem też niewolnikiem produktów spod znaku Apple oraz jestem zakochanym tatuśkiem.

Nie tak szybko, bo mi zabraknie pytań! Najpierw powiedz, skąd wziąłeś pomysł na ten wywiad. Przyznasz, że to trochę dziwne, przeprowadzać wywiad z samym sobą?
Chciałem choć chwilkę pobyć w skórze wielkiej gwiazdy! A tak poważnie, jest to trochę inny sposób autoprezentacji. Wydaje się aż tak dziwny?

Może trochę... Zaczynamy. Płeć: mężczyzna, a wiek?
Wystarczający, aby być dojrzałym a jednocześnie pozwalający nosić ulubione blue jeans.

Wydaje Ci się, że jesteś dojrzały?
Trudne pytanie. Jeżeli podejmiesz jakąś decyzję, zawsze jest szansa, że ktoś oceni ją jako niedojrzałą. Tylko czas jest obiektywnym sędzią, ale za to systematycznie dokłada do metryki.

Czy jesteś pracoholikiem?

Lubię swoją pracę, ale styl japoński czy warszawski zdecydowanie mi nie odpowiada. Ludzie za często zapominają, że praca jest dla życia, a nie życie dla pracy.

Co drażni Cię najbardziej w pracy?

Nieumiejętność dotrzymywania danego słowa i niechlujstwo polegające na nieuszanowaniu czyjegoś czasu.

Co w pracy lubisz najbardziej, a co mniej?

Lubię kiedy zapala się żaróweczka w głowie i strzela genialny pomysł. Nie lubię, kiedy klient wprowadza wiele zmian tak długo, aż projekt traci swoją formę i przekaz.

A po pracy?

Bardzo lubię czytać książki. Mam to od dzieciństwa, choć nie znosiłem czytać lektur szkolnych, codziennie zasypiałem z książką, ale taką którą wybrałem ja, a nie ministerstwo edukacji.

To za młodu, a dziś?

Dziś też dużo czytam, choć częściej literaturę branżową czy różne poradniki. Nieustannie się uczę, zarówno dla pracy (poznaję nowe technologie) jak i te dotyczące pasji (choćby metody treningowe, regeneracja organizmu).

Twoje pasje? Hobby?

Do niedawna było to głównie fotografowanie. Robiłem wszystko aby dojść do jak najwyższego poziomu, zarówno tego opierającego się na wrażliwości postrzegania, jak i jakości końcowego wykonania i obróbki.

A teraz bardziej sport?

Przez 12 lat trenowałem piłkę ręczną, kibicowałem gdańskiemu Wybrzeżu za czasów Daniela Waszkiewicza. To był mój idol. Sam zacząłem już w 4 klasie podstawówki a w 8-smej zostałem powołany na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski (łącznie dwa obozy kadry szerokiej oraz kilka turniejów kadry ścisłej). Podczas wojska zasiliłem trzecioligowy klub Orzeł Elbląg, by ostatecznie zakończyć tę przygodę w akademickiej drużynie Uniwersytetu Gdańskiego z brązowym medalem mistrzostw Polski. Miałem zaszczyt trenować pod okiem trenerów: Prześlakiewicza, Walleranda, Majorka i Zawadzkiego.
Aktualnie, od 6 lat trenuję tenis ziemny. Nie jest to łatwe w tym wieku, ale daje ogromną satysfakcję i rozszerza wiedzę na temat funkcjonowania własnego organizmu. Oczywiście idolem absolutnym dla mnie Roger Federer, wirtuoz i baletmistrz tenisa.

Muzyka? Czego słuchasz najchętniej?

Pink Floyd, Eva Cassidy, Diana Krall, Roy Buchanan, The Doors, The Cranberiers, Led Zeppelin. Massive Attack. Lubię też reggae, blues, wszystkiego nie da się wymienić...

A jacyś artyści z Polski?

Hey, Anna Maria, dawna Edyta Bartosiewicz. Firma SMOLIK też mnie bierze :-)

Ulubiony film?

Najlepszy film jaki obejrzałem w moim życiu to The Passion, ale lubię także odrobinę lżejsze produkcje, jak Sleepers, Chocolat, The Shawshank Redeption i... oczywiście ukochaną Le Fabuleux Destin d'Amélie Poulain!

Czyli Amelia?!? Miał być jeden! A ulubiony aktor?

Audrey Tautou, Sophie Marceau, Michael Freeman, Johnny Depp, Uhma Thurman.

Nie jesteś oryginalny.

Lubię to co lubię. Ale ostatnio zauważyłem że jakoś bardzo mnie ciągnie do kina francuskiego.

A polskie kino? Może seriale?

Oj, trafiłeś na czuły punkt. Uważam, że całe Hollywood mogło by chodzić na korepetycje do mistrzów „Polskiej Szkoły Filmowej”. Polecam chociażby „Pociąg”, „Do widzenia, do jutra!”, „Baza ludzi umarłych”.

A polskie, czasów dzisiejszych?

Jasminum!!!

Książka?

Forrest Gump, Szwejk, Ojciec Chrzestny. Oczywiście obowiązkowo biografia Steve’a Jobsa. Ostatnio wchłonąłem kapitalną pozycję pt. Inner game. Traktuje o psychologii w tenisie, ale zastosowanie znajduje w każdej dziedzinie życia.

Idol ze świata realnego?

Duży wpływ na moje dorastanie miał mój były teść. Obecnie najważniejszym nauczycielem życia jest dla mnie ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz artystów z kościoła św. Jana w Gdańsku.

Przechodzimy do polityki?

Nie, dziękuję. Mam serdecznie dość. Przez całe swoje życie w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich głosowałem PRZECIWKO KOMUŚ. Marzy mi się, abym mógł z otwartym sercem zagłosować wreszcie NA KOGOŚ. Jedynym wyjątkiem był Prezydent Paweł Adamowicz, zawsze na Niego głosowałem w wyborach samorządowych. bardzo bym chciał, byśmy potrafili żyć normalnie, bez nienawiści, bez ciągłej wojny słowa, zwłaszcza w naszych domach, rodzinach czy miejscach pracy. Żeby różnica zdań nas zbliżała a nie zabijała.

Coś przyjemniejszego. Ulubiona potrawa?

Przepadam za pierogami. Mam podwójne kucharskie geny, miałem obu dziadków kucharzy. Stanisław Kocikowski znany był nie tylko na Pomorzu, starsi gdynianie na pewno pamiętają restaurację George gdzie szefował przez wiele lat.

Czego chciałbyś życzyć czytelnikom?

Śmiechu i uśmiechu. Uśmiechajmy się do siebie jak najbardziej zaraźliwie! I nie dajmy się zarazić hejtem.